niedziela, 19 października 2014

Zapraszam do Brugii

Jakoś ostatnio składa się tak, że każdy urlop spędzam w Brugii. Sama nie wiem, jak to się stało, że w pewnym momencie poczułam, że muszę w swoich wojażach odwiedzić to piękne miasteczko. Musiałam gdzieś znaleźć jakąś wzmiankę na jego temat albo mi się przyśniło, inaczej - sama nie wiem, skąd ta Brugia się we mnie wzięła.

To niezwykle romantyczne miasto. Tak romantyczne, że trudno jest znaleźć hotel z pojedynczymi łóżkami, co bywa trochę kłopotliwe, gdy podróżujemy z przyjaciółmi i chociaż możemy się z nimi dzielić przemyśleniami, piwem czy pojemną walizką, niekoniecznie chcemy z nimi spać:) Na szczęście mój problem się rozwiązał, gdy w ręce wpadł mi domek do wynajęcia, położony w cichej uliczce w samym sercu Brugii. W domku było kilka sypialni, więc każdy spał na swoich włościach. Był także ten ogród. Maleńki, otoczony murkiem, z konarami gruszy, rosnącej u sąsiada, a zahaczającej o nasze niebo. Do słodkich i dojrzałych gruszek wciąż przylatywał szpak. Normalnie sielanka w centrum miasta. W takim oto ogródeczku siadywałam wieczorami i przy dzbanku herbaty coś tam pisałam na iPadzie.


A tu widok z mojej sypialni. Kolejny punkt sielanki odhaczony.

Z czego słynie Belgia? Z piwa i czekolady. Koneserką piwa nie jestem, czekoladę pochłaniam bardzo chętnie, więc byłam pewna, że w Brugii puszczą mi hamulce i wrócę dwa razy cięższa. I co? Ano nic, tamtejsze powietrze, przesycone czekoladowymi endorfinami, skutecznie mnie znieczula na uroki pralinek. Chodzę, oglądam wystawy, na których jest zatrzęsienie czekoladek wszelakich, a im więcej oglądam, tym mniejszą mam ochotę na czekoladę. Także jeśli się leczyć z czekoholizmu, to tylko tam. A czekoladek jest cała masa. Od tradycyjnych kształtów, po czekoladowe biusty i pośladki dla tych obdarzonych wyjątkowym poczuciem humoru ;)


Kupiłam tych czekolad dla rodziny i przyjaciół całą masę, ale szczerze mówiąc, zamiast podziwiać wystawy, wolałam włóczyć się uliczkami miasta. Jest cudowne, bardzo inspirujące i obiecałam sobie, że zobaczę Brugię o każdej porze roku. Została mi jeszcze zima i wiosna.












6 komentarzy:

  1. Nie znam Belgii ale to miasteczko jest niezwykle klimatyczne. Nic dziwnego, że Jesteś nim zauroczona. Piękne zdjęcia oddają urok pobytu w tak niesamowitym miejscu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślicznie, bardzo klimatycznie. Piękna zabudowa.
    Czekoladkom pewnie bym uległa. Na Twoim zdjęciu wyglądają baaadzo smakowicie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekne widoki... Nie dziwię się że ciągną do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To może będzie jakaś wzmianka o takim miejscu w Twojej nowej książce?
    czekam na nią! Nie wyobrażam sobie bez niej świąt!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie piękne widoki...
    Ja byłam tylko w porcie, nie mogliśmy się zbytnio oddalać czekając na prom.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno w księgarni wpadła mi ręce Pani książka "Przyjaciółki za Staromiejskiej", teraz już wędrują do mnie książki dwie :) Czytając o Pani dotarłam na bloga, mam nadzieję że nie za późno... Mam sporo do nadrobienia. Pozdrawiam serdecznie :)
    A czekoladki...no cóż kiedyś chciałam kupić kilogram w markecie, tylko bez okularów nie dojrzałam wyraźnie ceny :-) Dobrze, że w porę oprzytomniałam

    OdpowiedzUsuń